Archive | Wrzesień 2010

Misie, lalki, koty…

… to zabawki fajne. Można je przytulić, wyściskać, obślinić i … zjeść. Dzielnie to znoszą, w końcu taka ich rola. Chyba, że są … ŻYWYM kotem!!!

Chodzące śniadanko...

A ostatni kontakt kota i Ludwiczki zakończył się właśnie potraktowaniem tego pierwszego za przekąskę. Co widać na załączonym obrazku.

Karuzela, karuzela…

Ludwiczka, jak to Ludwiczka. Uśmiecha się i cieszy ze wszystkiego. Jak choćby z … jazdy na koniku. Mieliśmy szczęście. Na usteckiej promenadzie jedynie emeryci (a oni na takich karuzelach nie jeżdżą), studenci (ci karuzele inaczej sobie wyobrażają) i nieliczne dzieciaczki z rodzicami. Więc dla nich sporo wolnego miejsca. I sporo radości. Co chyba widać, prawda?

Dzień pełen atrakcji.

Czyli znaleźliśmy dla każdego coś miłego. Najpierw wyjazd do Jarosławca k. Darłowa, gdzie brat Krzyś wyszalał się w ciepłej wodzie basenowej, a Ludwiczka aż przebierała nóżkami, by do takiego basenu wejść (niestety wiało mocno i nie odważyliśmy się na takie manewry). A potem, na dziedzińcu zamku w Darłowie maleństwo karmiło z Mamą Ludeczki gołębie. I widok był niezapomniany.

A potem wieczorem – gdy Ludwiczka już spała, Krzyś z Ojcem szaleli na zdjęciach o zachodzie słońca. Jak wyszło – proszę, można sobie zobaczyć na fotografii poniżej…