Archive | Październik 2010

Czego to nas nie nauczą babcie…

No właśnie. Sobie rodzice żyją w nieświadomości, a dzieciaczki rosną, uczą się i dojrzewają, aby patrzeć, jak się obrażone z domu wyprowadzą. No, przesadziłem, ale … niezwykle miło zobaczyć, że nasze dziecko poznało pierwszą zabawę i na dodatek podoba jej się to, co robi.

Poszliśmy do znajomych. Pewnie dlatego się wydało (no bo ani ja, ani Mama Ludeczki nie pomyśleliśmy wcześniej, by się tak zabawić). A tam … mama Grzegorza, jak na prawdziwą Babcię przystało od razu z mańki. I co zrobiła Ludeczka? Kosi – kosi łapki… (choć, nie ukrywam, dziwnie się ten tekst kojarzy). Ale widok był wzruszający.

Reklamy

Naprawiło nam się dziecko…

…a skoro nam się naprawiło, to znaczy że jakiś czas było zepsute. No, może nie do końca zepsute, ale some kind of malfunction niewątpliwie miało miejsce. Jak? Już wyjaśniam.

Ano teraz jesteśmy już mądrzy rodzice. Nawet w internecie wyczytaliśmy (po wizycie u lekarza wpierwej), że takie maluchy to chorują na tzw. trzydniówkę. Wychodzi z tego artykułu, że dzieci od 6 miesiąca mają takie szczęście. No więc nasza Ludeczka skończyła w ubiegłą niedzielę (cośmy zresztą odnotowali tu na blogu) 6 miesięcy. W poniedziałek… zaczęła mieć gorączkę, ot, takie tam 38 stopni. Oprócz tego zdecydowała, że nie będzie spać w nocy (biedni rodzice), tylko sobie powyje (biedni sąsiedzi). I tak do środy (3 dni). We czwartek – gorączka znikła, Ludeczka zaczęła wreszcie przesypiać noce (no, ale bez przesadyzmu, nie całe) ino że na całym małym ciałku pojawiły się różowe plamki. I tak znowu przez prawie 3 dni. Wygląda(ło) to paskudnie (na zdjęciu) więc aby nie epatować obrazami rodem z horroru – obrazek autorstwa ulubionej cioci.

Dziś wysypki nie ma. Gorączki też nie. Noce przesypiamy jak dawniej. Uf…

Artystka – malarka? Tak, ale pokojowa

Remont w domu. Na szczęście widać już koniec, tym bardziej, że nasz dzieciaczek też niestety przy tym remoncie się nacierpiał. No, ale finał już blisko, w czym zasługi mają wszyscy domownicy. Wliczając w to … naszego małego bobaska – malarza 🙂 .

Dziś wielki dzień!

Kupujemy pierwsze krzesełko dla Ludeczki. Mały siedzak domaga się swojego miejsca przy stole. Swojej łyżeczki i talerza też. A potem wyjadanie tacie z talerza, walenie łyżką w stół (że o rozrzucanie jedzenia nie wspomnę).

Zakupy bywają wyczerpujące. Ale można odpocząć, przy okazji „przymierzając się” do takiego własnie krzesełka 🙂