Archiwum

Miało być spokojnie…

… no i prawie było. Wyjąwszy kolejny falstart w czwartkowe popołudnie („Krzysztof, właśnie odeszły mi wody… aaaaaaaaaPANIKA!!!!!!”) przed Wielkim Tygodniem, to ostatnie dni marca i początek kwietnia minęły w dość spokojnej atmosferze.

Przyszła Wielkanoc 2010, a Ludeczka wcale nie zamierzała wybrać się na ten świat. Pozostawało zatem spokojnie czekać i życzyć wszystkim Spokojnych Świąt.

Środa szpitalowa…

Dziś zaczęliśmy dzień szpitalnie. Badania trza zrobić, a skoro badania, to szpital. A skoro szpital, to … bieganie po korytarzach. Od okienka do okienka, formularz A4 łącznie z formularzem Z36… wiecie, jak w Asterixie…

Ale jak już przeszliśmy wszystkie etapy – zasłużony odpoczynek przy akompaniamencie KTG. Obrazowo to wygląda mniej więcej tak:

Ech, te moje women

I wiadomość z ostatniej sms-owej chwili: „potwierdziło się, że to dziewczynka i waży w tej chwili 2,6 kg” !!!! W tej chwili czyli w 34 tygodniu…

Uff… i po remoncie :)

Starszy brat powędrował na pięterko, w pokoju Ludeczki w miejsce mieczy, czaszek, kościotrupów i potworów pojawiły kubusie puchatki, prosiaczki, tygryski i inne stworki.

Czas najwyższy. Ludka ma już 8 miesięcy, waży 2 kilo i zaniedługo czas będzie wyjrzeć na ten świat.

Może nie jest jeszcze zbyt duża, ale zachcianki, jak to dziewczynka ma różne. A mamaludeczki je spełnia… 

Początek siódmego miesiąca…

… czyli MamaLudeczki mająca zachcianki. Jak się ktoś spodziewał, że będzie o ogórkach, grzybkach, słodyczach i takich tam rzeczach jedzonych na raz, to się pomylił. Mama Ludeczki ma dwie zachcianki wynikające z ciąży.

Pije hektolitry wody, takiej mineralnej niegazowanej. Zawsze piła (czego ja nie rozumiałem, bo woda jest dla kur – co w Kórniku nabiera nowego znaczenia :), ale teraz po prostu wypija 1,5 litrową butelką na raz!

No i druga zachcianka. Ludeczka bardzo lubi jabłka, więc jej mama dzielnie te owoce wcina. Mimo, że przed ciążą można było policzyć na palcach jednej ręki dni, w których Kamila jadła jabłko.

Tanie te zachcianki 🙂 i jakieś takie niezwykłe, jak człowiek pomyśli o koleżance – cioci, co pod sklepem w Pudliszkach wcinała słoik z ogórkami…

Ludeczka. To … ‚prawie’ pewne.

Mówimy o niej ‚Ludeczka’. Mama, Krzyś, kot no i ja. Do lekarza mówimy, że to ‚Ludeczka’, do znajomych także. Tego dnia – znaczy się 19 listopada 2009 roku, przekonaliśmy się, że prawdopodobnie faktycznie nasz maluch będzie Dziewczynką. Jak Krzyś był taki mały (bo był, choć dziś to już nie chce się w to wierzyć!) to z badania USG wychodziło coś na kształt zakodowanego canal+. Przynajmniej ja nic na tych zdjęciach nie widziałem, poza plamami, które miały przypominać dziecko.

Dziś jest inaczej. Zresztą, wszystko widać obok. No, może poza tym, że to dziewczynka. Samo badanie lekko mnie zszokowało, bo może i staram się być „nowoczesnym” tatą, ale … sami osądźcie. Siedzę obok Kamili, lekarz za pomocą USG pokazuje nam na ekranie: ” o proszę, tu

rączka, tu nóżka, tu kręgosłup, tu żeberka, tu paluszki, tu oczka, tu… wargi sromowe!!”

Uff, poszalał. Jakby nie mógł powiedzieć: … a tu proszę, widać, że będzie dziewczynka…

Powyżej Ludeczka, ziewająca w brzuszku Mamy. Poniżej, Ludeczka malowana przez Ciocię Agnieszkę.