Tag Archive | Ustka

Karuzela, karuzela…

Ludwiczka, jak to Ludwiczka. Uśmiecha się i cieszy ze wszystkiego. Jak choćby z … jazdy na koniku. Mieliśmy szczęście. Na usteckiej promenadzie jedynie emeryci (a oni na takich karuzelach nie jeżdżą), studenci (ci karuzele inaczej sobie wyobrażają) i nieliczne dzieciaczki z rodzicami. Więc dla nich sporo wolnego miejsca. I sporo radości. Co chyba widać, prawda?

Reklamy

Dzień pełen atrakcji.

Czyli znaleźliśmy dla każdego coś miłego. Najpierw wyjazd do Jarosławca k. Darłowa, gdzie brat Krzyś wyszalał się w ciepłej wodzie basenowej, a Ludwiczka aż przebierała nóżkami, by do takiego basenu wejść (niestety wiało mocno i nie odważyliśmy się na takie manewry). A potem, na dziedzińcu zamku w Darłowie maleństwo karmiło z Mamą Ludeczki gołębie. I widok był niezapomniany.

A potem wieczorem – gdy Ludwiczka już spała, Krzyś z Ojcem szaleli na zdjęciach o zachodzie słońca. Jak wyszło – proszę, można sobie zobaczyć na fotografii poniżej…

Na plażę!

Osiemnaście stopni to i dużo, i mało. Kąpać się przy tej temperaturze nie da, chyba, że jest się szalonym skatellikowcem, jak brat Ludeczki, czyli Krzyś.

W drugi dzień wakacji pojechaliśmy na plażę. Pojeździć wózkiem rzecz jasna, bo pogoda do niczego innego nie zachęcała. Nawet mewy zwiewały przed falami…

Wietrzny dzień

Pierwszy dzień wakacji nad morzem przywitał nas (może na życzenie Mamy Ludwiczki, bo ona lubi taką pogodę nad morzem) prawie sztormowymi falami.

Ale my – śródlądowe szczury nie po to jechaliśmy taki kawał, żeby nad morze nie potuptać (no, Ludwiczka akurat przesiadła się po prostu z auta do spacerówki). Wiało, ale wleźliśmy na falochron, pooglądać ile „myju – myju w myju – myju”…

A Ludwiczka, cóż, mama na spacer na ustecki falochron ubrała ją olśniewająco…

No i nasze pierwsze wspólne wakacje czas zacząć

Spakowani. Ciężko było, Ford się ugiął, ale wszystko weszło. Spacerówka, walizki, zabawki, butelki, jedzonko, aparaty i cała masa różnych przedmiotów. Na końcu my i … w trasę. Minęła zadziwiająco szybko i przyjemnie. Dziecko najmłodsze przespało ją całą, a jak nie spało, to sobie gugało lub piło mleczko. Duża zasługa w tym braciszka, który opiekował się maleństwem w przerwach między kolejnymi płytami Metalliki 🙂

A jak dojechaliśmy, to Ludwiczka – zbójniczka zdjęła sobie skarpetkę i stwierdziła, że na dziś to ona ma już dość podróży. I fikała sobie na łóżku u mamy, w naszym wynajętym mieszkanku…